Czy Rada Języka Polskiego podcina nam… język?

Czy Rada Języka Polskiego podcina nam… język?

Natrafiłam ostatnio na ciekawy artykuł, który zamieszczono na portalu zajmującym się do niedawna technologią, a dziś już piszącym prawie o wszystkim. No, może poza plotkami o gwiazdach. Treść tekstu orbituje wokół wymownej tematyki, czyli języka, i tego, kto podejmuje decyzję o tym, które słowa uznajemy za poprawne, a które nie. Możecie go przeczytać tutaj.

Artykuł jest krótki, ale można zauważyć, że autorka zadała sobie trud wyszukania informacji na temat tego, czym jest uzus. Nie zadała sobie jednak trudu zagłębienia się w szczegóły trudnej pracy, jakiej codziennie podejmuje się Rada Języka Polskiego. Z jej tekstu wynika bowiem uproszczony wniosek, że Rada Języka Polskiego obserwuje nasze zwyczaje językowe i wprowadza do normy językowej te formy, które dominują ilościowo:

„Jeśli nagle połowa Polaków zacznie nagminnie używać słów typu «weszłem», zacznie się pojawiać ono w mediach, ludzie uparcie będą je stosowali – Rada Języka Polskiego uzna wtedy (pewnie z bólem serca), że słowo to wchodzi to normy i jest poprawne”.

Otóż… Nie. 😊 Pragnę zwrócić uwagę na to, że choć może słowo weszłem nie pojawia się w mediach (choć może w brukowcach się zdarza), to ludzie jednak uparcie je stosują, a mimo to Rada Języka Polskiego nawet się nie zastanawia nad tym, aby taką formę zaakceptować. Byłoby to po prostu bezzasadne.

Owszem, jest tak, że wiele innowacji językowych pojawia się w nowych wydaniach słowników, jak na przykład ‘hejt’ czy, wspomniany w moim ostatnim tekście, ‘wiral’. Dzieje się tak z wielu powodów. Język stara się być ekonomiczny – w komunikacji językowej dążymy do tego, żeby przy jak najmniejszym zużyciu energii przekazać jak najwięcej treści. Z tego względu chętnie zapożyczamy i spolszczamy określenia z obcych języków, które dobrze oddają to, co mamy na myśli, mają właściwą ekspresję. Był na przykład taki pomysł, żeby zamiast określenia ‘media’, forsować określenie ‘publikatory’ – polskie i ładne, ale jednak… długie i chyba brzmiące dość staroświecko. No cóż, nie przyjęło się i naiwnym byłoby myśleć, że dziś ‘mediom’ jest w stanie zagrozić jakieś alternatywne określenie. I takim sposobem, ekonomiczne w swojej formie ‘media’, trafiły do słowników. Z pojęciem ‘publikatory’ też się czasem spotykam, ale naprawdę bardzo rzadko.

Należy również pamiętać, o czym nie ma słowa w artykule, że Rada Języka Polskiego klasyfikuje wyrazy jako należące do normy wzorcowej i te, które należą do normy użytkowej. I tak D. lm. ‘napojów’ należy do normy wzorcowej, a ‘napoi’ do normy użytkowej – tej, która dotyczy tylko naszych codziennych kontaktów (ewentualnie pojawia się w mowie stylizowanej). Nie jest to więc forma nieakceptowalna, nienotowana przez słowniki, ale należy pamiętać, że nie powinno się jej promować*. Należy zawsze dążyć do osiągnięcia normy wzorcowej, co jest szczególnym zadaniem, a nawet obowiązkiem, placówek edukacyjnych i instytucji kultury.

Zwracam na to uwagę, bo autorka przytaczanego tekstu pisze, że jeśli określenie weszłem trafiłoby do normy językowej, to nauczyciel nie miałby prawa poprawić ucznia na lekcji:

„To oznacza, że nauczyciel na lekcji nie będzie już mógł podkreślić błędu, urzędnik nie powinien na nas spojrzeć spode łba, a pan polityk będzie mógł z mównicy powiedzieć, że «weszłem do Sejmu po to, by poprawiać byt Polaków». Tak może być”.

Cóż, pobawmy się, wyobraźmy sobie, że określenie weszłem trafiłoby do normy. Jeśli tak, to tylko do normy użytkowej, a szkoła ma obowiązek na wszystkich lekcjach, nie tylko na języku polskim, nauczać normy wzorcowej (o czym pisze, na stornie Rady Języka Polskiego, prof. Andrzej Markowski), więc każdy nauczyciel miałby obowiązek poprawić taką formę. Tylko że słowo weszłem nie trafi ani do normy użytkowej, ani wzorcowej, bo do tego potrzebne jest jeszcze jakieś uzasadnienie, jak w przypadku mediów, które wyparły publikatory. Stosunek liczebny Polaków, używających niepoprawnej formy, do Polaków, używających poprawnej formy, nie ma tutaj znaczenia, ponieważ osoby o niskiej świadomości językowej nie kształtują normy.

Rada Języka Polskiego nie zajmuje się prowadzeniem statystyk dotyczących częstotliwości pojawiania się określonych form w polszczyźnie, w myśl zasady: „Uzus wszystko przełknie”, ale tworzeniem narzędzi, które służą promowaniu normy wzorcowej, takich jak na przykład kursy kultury języka polskiego dla dziennikarzy. Wszystkie te wysiłki wiążą się z zachęcaniem, aby nasz język ojczysty pokochać, „dodać do ulubionych”, a nie tworzyć naciski administracyjne.

„Pewnego pięknego dnia możemy więc znaleźć w piśmie urzędowym zapis o tym, że można «wziąść» za coś odpowiedzialność. Wystarczy ludzkie działanie i jedna, magiczna uchwała Rady Języka Polskiego”.

Bzdura na resorach! Nie wszystko, co w uzusie, wchodzi/wejdzie kiedyś do normy.

*Ta forma może budzić wątpliwości. Mamy już czasownik ‘napoi’, na przykład w zdaniu: „Kiedy Jan napoi konie, to do nas dołączy”. Po co więc mnożyć byty ponad miarę, lepiej zapamiętać końcówkę -ów. 😉