Skąd się biorą swobodne tłumaczenia tytułów zagranicznych filmów?

Skąd się biorą swobodne tłumaczenia tytułów zagranicznych filmów?

Zawody wysokiego ryzyka – chirurg, kaskader, strażak, policjant oraz oczywiście… tłumacz. A zwłaszcza tłumacz języka angielskiego. Każdy wie, że tłumacze języka angielskiego nie znają ani języka angielskiego, ani polskiego. Tłumaczą jak chcą. Co im ślina na język przyniesie, to będzie obowiązywało jako tłumaczenie – wie o tym każdy, kto tłumaczem nie jest, ale i tak zna się lepiej, bo przecież widzi jak są tłumaczone tytuły amerykańskich filmów.

Nietrudno mi wyobrazić sobie tłumacza, który na Facebooku ustawia zawód: ‚szlachta nie pracuje’, by tylko ukryć prawdziwą profesję, kojarzoną głównie z fatalnie brzmiącym Wirującym seksem czy Elektronicznym mordercą. Kpiny z tłumaczy, którzy przekładają anglojęzyczne tytuły, mają pewnie tak długą historię, jak sama kinematografia. Zachodzimy w głowę kto ich zatrudnia, skąd te dziwaczne twory językowe, tak dalekie od pierwowzorów. Znam osoby, które darzą tłumaczy tak gorącą niechęcią, że posługują się tylko oryginalnymi tytułami zagranicznych filmów. Skąd więc biorą się te dziwne tłumaczenia, na których myśl tak się krzywimy? I dlaczego mają taki kształt, jaki mają? Zainteresowałam się tym tematem i po przeprowadzeniu bardzo dogłębnych analiz, mam odpowiedź.

Otóż, tytuł filmu to coś więcej, niż tylko informacja o czym jest dzieło. To krótkie słowo, wyrażenie lub zdanie musi oddawać charakter filmu i określać jego gatunek. Tytuł powinien być wymowny i chwytliwy, dobrze dobrany ma szansę przeniknąć do języka codziennego i stać się ogólnie rozumianym symbolem, jak ‘istna teksańska masakra piłą mechaniczną’.

Dobry tytuł może stać się kultowy jak ścieżka dźwiękowa, slogan czy gadżet. Będzie on towarzyszył filmowi już zawsze i może zdecydować o tym czy i ile zarobi dana produkcja. Dobranie odpowiedniego tytułu do filmu to nie tylko kwestia tłumaczenia, wiernego lub nie, to także ważna decyzja marketingowa.

Przygotowując się do stworzenia tego wpisu, przeczytałam artykuł Leszka Berezowskiego pt. „Skąd się biorą polskie tytuły amerykańskich filmów?”. Autor zwraca w nim uwagę na to, że na dobór przekładu wpływa jeszcze jeden czynnik. Chodzi o kontekst kulturowy, który tworzą te filmy, które przeszły do historii danego gatunku jako kultowe. Powyższa teza zostaje rozwinięta na przykładzie filmów sztuk walki. Kiedy pomyślimy o najsłynniejszym filmie sztuk walki, takim, o którym pomyślałoby chyba 100% ankietowanych udzielających odpowiedzi do „Familiady”, to z pewnością przyjdzie nam do głowy Wejście smoka. Smok kojarzy się z Azją, więc tytuły filmów, które zawierają to słowo mogą ułatwić odbiorcy zakwalifikowanie filmu do odpowiedniego gatunku i przyciągnąć do kin właściwy target. Spójrzmy na te tytuły filmów, które przytacza autor tekstu:

Fall OutPogromcy Smoka,
Hong Kong KidsDzieci Smoka,
HeartlessZnak Smoka.

Jak widać, przekłady tych tytułów są bardzo swobodne. Oryginały w ogóle nie wskazują na to, do jakiego gatunku można by przypisać te filmy. Nawet Hong Kong Kids w dosłownym tłumaczeniu nie spełniłoby swojej roli. Przyznam, że nie widziałam żadnego z trzech wymienionych filmów i gdyby jakiś przystojny młodzieniec zaproponował mi wyjście do kina na Dzieci Hong Kongu, spodziewałabym się raczej filmu obyczajowego lub dokumentu. Taki tytuł kojarzy mi się bardziej z dramatami, jak Dzieci gorszego Boga czy Dzieci Ireny Sendlerowej. Wybór niedosłownego tłumaczenia jest w tej sytuacji trafny, choć wydawałoby się, że skoro pojawił się Hong Kong, to można było użyć wiernego przekładu.
Warto zwrócić uwagę na to, że wiele tytułów tłumaczonych dosłownie mogłoby nas zmylić i na to, na jakie środki decydują się tłumacze, żeby przekazana przez tytuł informacja była jednak klarowna. Spójrzmy na przykład na ten:

Blank CheckMilioner w spodenkach.

Gdyby nie tłumaczenie, zakładałabym, że Blank Check to film akcji z milionem dolarów w tle. Właściwie to intuicja kieruje mnie w dobrą stronę, ale oryginalny tytuł nie zdradza, że mamy do czynienia z komedią familijną w klimacie Kevina samego w domu. W tym wypadku polskie tłumaczenie zawierające zdrobnienie rozwiewa wątpliwości. Zdrobnienia i zgrubienia są częstym zabiegiem, który pomaga tłumaczom wskazać na to, że film jest komedią. Widzimy to w takich tytułach, jak:

StepmomMamuśka,
The PickleOgóras.

Dosłowna wersja: „Macocha” nie przejawia chyba żadnych cech tytułu komediowego.
Niestety, nie zawsze tłumaczom udaje się stworzyć tytuł, który spełni wszystkie wymogi trafnego przekładu. Spójrzmy na ten:

Jury DutySędzia kalosz.

Ten przykład kiepskiego tłumaczenia sugeruje komedię, której akcja rozgrywa się w środowisku piłkarskim. Faktycznie, Sędzia kalosz jest komedią, ale jej akcja toczy się wokół procesu sądowego. Polskie tłumaczenie spełnia tylko jeden warunek dobrego tytułu – nieźle pasuje do gatunku filmu, co zostało osiągnięte przez odwołanie do polszczyzny potocznej. Gdyby zostawić oryginał, większość myślałaby, że chodzi o dramat sądowy. Frazeologizm ‘sędzia kalosz’ wiedzie naszą wyobraźnię ku stadionowi piłkarskiemu, ale przyznam szczerze, że kiedy sama spróbowałam wymyślić alternatywny tytuł dla tego filmu, to nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Wspomniana komedia opowiada o losach życiowego nieudacznika, którego matka wyjeżdża by wziąć ślub w Las Vegas i zabiera ze sobą cały dom, czyli przyczepę kempingową. Nasz bohater zostaje bez dachu nad głową, więc zatrudnia się jako przysięgły i ochoczo korzysta z przysługującego mu na czas procesu mieszkania. Oczywiście zależy mu na tym, żeby rozprawa ciągnęła się jak najdłużej. Jak zatytułować film o takiej fabule, żeby poinformować widzów, że chodzi o komedię o ławniku? Zadanie jest dość trudne, więc może warto sięgnąć po tytuł opisowy, np.:

Im dłuższy proces, tym mi lepiej,
Szalony ławnik z pustym portfelem,
Dostatnie życie na koszt wymiaru sprawiedliwości.

Tak, wiem, te propozycje brzmią fatalnie. Dużo gorzej niż Sędzia kalosz, ale wyobraźcie sobie, że podobne tłumaczenia istnieją… w innych krajach niż Polska. Jeśli wydaje wam się, że polscy translatorzy robią fatalną robotę, to pomyślcie o niemieckim odpowiedniku filmu pt. Komórka, z 2004 roku, który brzmi: Kiedy on się rozłączy, ona umrze, o chińskim tytule filmu Dzień zagładyZiemia i kometa zderzą się, albo Uwolnić orkę, który w Chinach występował pod postacią: Bardzo potężny wieloryb ucieka do nieba.

Pewnym wyzwaniem mogą okazać się również te produkcje zza oceanu, które obrazują rzeczywistość spoza naszego kręgu kulturowego. Niemal dekadę temu na ekrany kin wszedł film pt. Wielki Mike, z Sandrą Bullock. Opowiadał on o bezdomnym szesnastolatku, nad którym opiekę sprawuje bogata rodzina. Chłopak jest obiektem kpin kolegów, bo jest ogromny i ciężki. Z czasem jednak jego największy kompleks staje się atutem, bo właśnie takich potężnych zawodników poszukują trenerzy amerykańskiego footballu. Tytułowy Mike okazuje się nieoszlifowanym diamentem, doskonale radzi sobie na pozycji ‘ślepej strony’ na boisku, czyli w sytuacji, w której zawodnicy ustawieni są tak, że mają ograniczone pole widzenia i szybko tracą orientację. Prawdopodobnie dla większości Amerykanów tytuł The Blinde Side był czytelny. Sugerował dramat obyczajowy z wątkiem sportowym. W Polsce jednak football amerykański nie jest popularnym sportem. Tytuł koniecznie trzeba było zmienić, a Wielki Mike to był najbardziej oczywisty i najlepszy wybór.

A jakich innych, dobrych wyborów dokonali polscy translatorzy?

Miom zdaniem, wbrew pozorom, świetnym pomysłem jest osławiona Szklana pułapka. To tłumaczenie, brzmiącego nijak (oczywiście poza kontekstem), Die Hard, nie cieszy się uznaniem. Wszystko dlatego, że nie pasowało już, kiedy pojawiły się kolejne części filmu, którego akcja nie działa się już w szklanym budynku. Trudno jednak obwiniać za tę sytuację tłumacza. Według mnie Szklana pułapka brzmi świetnie, budzi skojarzenia z dobrym kinem akcji, filmem, który podniesie nam poziom adrenaliny. Określenie ‘szklana pułapka’ brzmi trochę jak nazwa tajnej operacji amerykańskiego wywiadu. To świetna zbitka słowna, która na pewno przyciągnęła do kin fanów filmów sensacyjnych.

Szklanką po łapkach – kolejny dobry pomysł i wyczucie translatora, który stworzył ten tytuł, by nawiązać do Szklanej pułapki. Zupełnie tak jak amerykański pierwowzór tytułu komedii Spy Hard nawiązuje do Die Hard.

Kac Vegas – zarówno ‘kac’, jak i ‘Las’ mają po trzy litery. Można bez problemu podstawić pierwsze pod drugie i otrzymać tytuł, będący zwiastunem szampańskiej zabawy, która wymknęła się spod kontroli. Według mnie polska propozycja jest lepsza niż The Hungover, nawet jeśli do kolejnych części filmu już nie pasuje.

Moda na sukces – możecie się śmiać, ale ten tytuł jest naprawdę doskonale dobrany. Niestety, jest też chyba jedynym atutem amerykańskiego tasiemca, w którym nie dzieje się nic poza zdradami i rozmowami, toczącymi się drogich w domach i wielkich biurach. Oryginalny tytuł serialu to The Bold and the Beautiful, czyli dosłownie: śmiali i piękni. Prawdopodobnie przekład tego tytułu sprawdziłby się w oryginalnym wariancie, ale tłumacz zdecydował się na ciekawą grę słów. Zasugerował, że to, co jest w modzie, to sukces zawodowy, a bohaterowie odnoszą go w branży, nomen omen, modowej. Świetne połączenie i czytelna sugestia, że serial będzie toczył się wokół mody i ludzi sukcesu, a więc takich, którzy mają wszystko.

Analizując powyższe przykłady można na pewno dojść do wniosku, że tytuł filmu jest ważny, a odbieganie od dosłownego przekładu jest bardzo często uzasadnione. Z drugiej strony, można zadać sobie pytanie, czy nie ma trochę przesady w przywiązywaniu tak wielkiej wagi do takiego detalu, jak właśnie tytuł? Przecież widz nie wybiera filmu w pięć sekund. Nie jest tak, że zobaczymy tytuł i już decydujemy czy iść do kina, czy nie. Czytamy opis fabuły, sprawdzamy kto jest reżyserem filmu, kto w nim gra. Na szali leżą nasze pieniądze i wizja satysfakcji z seansu, więc to oczywiste, że nie chcemy pozostawiać wyboru filmu przypadkowi.

Z drugiej strony o naszą uwagę walczy wiele pozycji w bogatym repertuarze, filmów kręci się mnóstwo, więc jeśli chodzi o przyciągnięcie widza, to każdy detal się liczy, nie tylko wymowny tytuł. Krótko po premierze filmu Ghost in the shell, środowisko filmowe szukało odpowiedzi na pytanie dlaczego amerykańska produkcja miała słabe otwarcie, choć było o niej tak głośno. Podobno jedną z przyczyn było to, że gwiazda filmu, piękna Scarlett Johansson, nie została rozpoznana na plakatach po charakteryzacji. W roli pani Major Scarlett ma czarne włosy, co podobno zmyliło potencjalnych widzów. Skoro więc taki szczegół może obniżyć ranking filmu w zestawieniu wpływów z wyświetleń w kinach, to co dopiero mylący, nijaki, niewymowny tytuł? Mając tego świadomość tłumacze tak kombinują, że czasem przekombinują i proponują nietrafione tytuły. Nie chce mi się wierzyć, że ich decyzje wynikają z lekceważenia pracy. Pewnie często za polski tytuł w ogóle nie jest odpowiedzialny tłumacz tylko marketingowiec. Warto o tym pomyśleć, oglądając np. film Za wszelką cenę. Czyli Million Dollar Baby. Albo Make It or Brake It. Albo jakiś inny z tym tłumaczeniem, bo filmów opatrzonych tytułem Za wszelką cenę mamy do wyboru aż sześć. 🙂